P. nie było dzisiaj. Tylko dzisiaj. Dopiero dzisiaj. A ja
już złapałam doła. Nie miałam doła, dopóki gadałam z innym kolegą. Muszę z kimś rozmawiać. Muszę z kimś być. Nie
umiem i nie chcę sama zajmować sobie czasu. M. śpi po imprezie, D. zajmuje się
młodym. M. rozmawia z koleżanką. A S.? Chce utrzymywać ze mną kontakt. I
utrzymuje. Piszemy czasami. Codziennie, nie dużo. Ale nie chcę mu o niczym
mówić. I tak go już zraniłam. Poza tym rozmowa z nim nic mi nie daje, nie
zajmuje mnie nawet na chwilę. Nie chcę być sama. Boję się tego. W takie dni jak
dzisiaj, najbardziej. Szaro za oknem, nikogo, z kim można pogadać, nic, co
można robić spokojnie. Nie mam gdzie żyć. Myślałam, że impreza pomoże poradzić
sobie z samotnością. Otoczę się ludźmi, będę z nimi rozmawiała. Było fajnie
przez jakąś godzinę. Kolejne 4 były piekłem. Walczyłam ze łzami, odganiałam się
od nachalnych facetów. Jeden chciał koniecznie postawić mi drinka, chociaż sok,
cokolwiek. Odmówiłam. Wielokrotnie. W końcu powiedziałam mu, że jestem zajęta.
Że właściwie nie jestem, ale mam kogoś na oku. Zrobił głupią minę i poszedł.
Kolejny powiedział mi, że mam piękne oczy i próbował się umówić ze mną. Jeszcze
inny powiedział wprost, że jestem fajną dupą i chętnie by mnie wyruchał. Czułam
się z tym wszystkim źle. Ktoś ciągle chce ode mnie, żebym ładnie wyglądała,
uśmiechała się, miała fajne cycki, przyjmowała zaproszenia wszędzie i była
wszystkim dla wszystkich. Dlaczego nikt, nigdy nie zaproponuje mi szczerej
rozmowy, a jeśli już zaproponuje, to w końcu o niej zapomina? Chciałam ładnie
wyglądać. Makijaż, jakieś dopasowane ubrania, fryzura, szpilki. Zupełnie nie w
moim stylu, choć nadal na czarno i przyzwoicie. Pożałowałam. Czułam się jak
lalka, którą każdy chce tylko wyruchać. Gdybym założyła jak zwykle luźne
spodnie, luźną bluzę i jakieś trampki oraz zwyczajnie związała włosy i nie
nałożyła makijażu, pewnie słyszałabym jakieś głupie uwagi, że ubrałam się do
klubu jak na wycieczkę. Nienawidzę ludzi. Boję się. Nie chcę być z ludźmi. Po
tej imprezie czuję się jeszcze gorzej. I chciałabym komuś o tym powiedzieć.
Wygadać się. Ale chyba tego nie zrobię. Po co? Dopóki się uśmiecham, wszyscy
mnie lubią. Gdy przestanę, znów wszyscy nagle znikną i nie będą mieli czasu.
Już przestałam. Ale nikt nie musi o tym wiedzieć. Nie chcę pieniędzy, nie chcę
być ładna, nie chcę chłopaka, nie chcę dobrych ocen, nie chcę szczęśliwej
rodziny, nie chcę sławy, nie chcę być lubiana. Nie chcę niczego. Nie proszę o
miłość, nie proszę o prezenty, nie proszę o seks. Chcę tylko nie być samotna.
Chcę móc się kimś zaopiekować, pomóc komuś. Tylko, że nikt nie chce mojej
pomocy i opieki. Wszyscy mówią mi „Zajmij się sobą, to Ty potrzebujesz opieki,
nie ja, to Ty jesteś załamana”. Problem w tym, że właśnie dlatego jestem
załamana, że nie mam nikogo, komu mogłabym się oddać całkowicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz